„WYGLĄDA JAK KLOSZARD”

Wątpliwe wyczucie stylu to jedno; eksponowanie głębokiego dekoltu lub innych części ciała to co innego. W okresie, kiedy nastolatki pragną przyciągnąć pełne aprobaty spojrzenia chłopców, wiele dziewcząt idzie na łatwiznę: minispódniczki, kuse topy, koszulki na ramiączkach, przejrzyste koronkowe bluzki itd. Taka zmiana garderoby może być nagła. Matka piętnastolatki skarżyła się: „Kiedy wysyłałam córkę na obóz, nosiła szorty khaki i podkoszulki. W dniu powrotu do domu miała na sobie spodenki z odciętymi nogawkami i bluzkę bez pleców, która ledwo zasłaniała jej piersi. O mało nie dostałam ataku serca!”. Jak reagują matki, gdy córki pokazują się w nieodpowiednim stroju? Wiele wpada w panikę, krzyczy i grozi (np. „Masz dwie sekundy na pójście na górę i przebranie się w coś przyzwoitego!”). To sytuacja, w której matki muszą domagać się od córki bardziej stosownego stroju. Jedną ze strategii jest przyznanie, że córka słusznie szczyci się swoim ciałem, że jest ono fantastyczne, ale że noszenie ubrań, które uważasz za wyzywające, jest nie na miejscu – tu możesz dokładnie sprecyzować, co to dla ciebie znaczy. Może nie chcesz, by eksponowała głęboki dekolt, pępek albo wysoko odsłaniała uda. Może nie życzysz sobie, żeby paradowała w butach na niebotycznych obcasach. Możesz nie akceptować przekłuwania ciała albo erotycznie prowokacyjnych tatuaży. Przy każdej nowej modzie ustalasz zasady. Jeśli córka płacze, mówi, że cię nienawidzi i że jest jedyną osobą w klasie, której matka narzuca takie ograniczenia, możesz okazać zrozumienie dla jej frustracji – ale nie skłaniać się ku ustępstwom. Jeśli wymyka się z domu w niestosownym ubraniu, musisz pokazać, że takie zachowanie spotka się z oczywistymi konsekwencjami. Kiedy zmagasz się z takimi sytuacjami, trudno ci wyobrazić sobie, że koniec końców córka będzie cię szanować za wytyczenie granic ich przestrzeganie.

KIEDY CÓRKA CIĘ POTRZEBUJE

  • Przykład 1: Kartka zostawiona od niechcenia na blacie kuchennym uczula cię na problem narkotykowy najlepszej koleżanki twojej córki.
  • Przykład 2: Dowiadujesz się pocztą pantoflową, że jedna z jej koleżanek uprawia seks bez zabezpieczenia albo może być w ciąży.
  • Przykład 3: Podejrzewasz, że przynajmniej niektóre osoby z paczki twojej córki są odpowiedzialne za niedawny akt wandalizmu w okolicy.

Zasadność konfrontacji. Bardzo prawdopodobne, że twoja córka będzie miała mieszane uczucia, czy zwierzyć ci się z tego rodzaju problemów. Ponieważ chce pomóc przyjaciołom i być wobec nich lojalna, może uważać, że poinformowanie cię równałoby się zdradzie. A jednak córka jest bez wątpienia przygnębiona brakiem doświadczenia w tak poważnych sprawach. Jeśli przekażesz jej swoje informacje (rzeczowo przedstawiając fakty bez ujawniania ich źródła), udając, że tylko „podpytujesz”, córka może odczuć ulgę, że tajemnica wyszła na jaw, bo będzie mogła omówić problem. Jeżeli odmówi rozmowy, upewnij się, że 1) jest bezpieczna, 2) wie, iż „drzwi do ciebie zawsze stoją otworem”, i na wypadek, gdyby zmieniła zdanie. Inicjując rozmowę będzie wiedziała, że temat nie jest zakazany.

SPECYFICZNOŚĆ STANU

Wynika to ze specyficzności tego dawnego stanu kultury, kiedy między nauką a filozofią kładziemy znak równości, a przecież i później zajmowanie się tymi dwiema sprawami bywa jedno, najwięksi zaś uczeni mają z filozofią stosunki bar­dzo intymne. Mówiąc o „uczonych greckich” użyję przykładów od Miletczyków VII- VI w. p.n.e. po epokę hellenistyczną i wieki III/II p.n.e., znamienne dla kultury greckiej pół tysiąca lat, a zrezygnuję z czasów rzymskich, przynoszących zresztą w samym Rzymie bardzo ciekawe zjawisko, jak choćby typ uczo­nego encyklopedysty i kompilatora. Z epoki późniejszej natomiast pochodzi nasza dokumentacja, dokumentacja legendy i anegdoty, nosząca wszelkie cechy starej tradycji rozbudowanej i ubarwionej tylko, oraz jedyne w swoim ro­dzaju dzieło, z którego zaczerpnąć możemy przykłady. Należy ono do rozwi­niętego gatunku biografii grecko-rzymskiej, gatunku filozoficznie dobrze już zbadanego poczynając od klasycznej książki Friedricha Leo, a jest nim najstarsza „historia filozofii” z antyku zachowana, ostatnio dostępna też w polskim przekładzie w zasłużonej serii Biblioteki Klasyków Filozofii w opracowaniu Ireny Krońskiej ze wstępem Kazimierza Leśniaka: Dioge­nes Laertios,Żywoty i poglądy słynnych filozofów.

 

KLUCZ DO POROZUMIENIA

Może klucz, jeden z kluczy do zrozumienia takiej postawy wobec ludzi uprawiających naukę da nam właśnie przyjrzenie się przeszłości naszej kultu-, ry. Może ta przebadana przez Oświęcimskiego na przykładzie postaci Talesa typowość może znaleźć dokumentację dużo szerszą, może obraz uczonego stworzony w greckich warunkach nie jest odbiciem autentyku wiernym, tylko uszlachetnionym, wynikającym z tych dziwnych potrzeb i tęsknot ludzkiej natury do tworzenia żywotów heroicznych? Czyż wierna towarzysz­ka kultury greckiej, anegdota, nie wyraża nieraz w właściwej sobie zwięzłej formie tego zespołu cech, jakie się przypisuje postawom i żywotom badaczy, często w wyśmienicie lapidarnej formie? Dotąd nie wyjaśniłem jeszcze, dlaczego w tytule szkicu jest „uczony , a jak dotąd wspominam wciąż przede wszystkim o filozofach.

ZNANE Z ANKIET

Znane ogólnie, publikowane co kilka lat wyniki ankiet socjologicznych na temat poważania poszczególnych zawodów stawiają np. profesorów uni­wersytetów na wysokich szczeblach drabiny szacunku społecznego, lecz jeden czy dwa nie dość dostojnie sformułowane tematy prac doktorskich powodują istne narodowe załamywanie rąk i falę protestów, tak jakby naukowe pozna­wanie rzeczywistości było jakieś wyjątkowe, odrębne i nadzwyczajne, jak gdyby zawód czy — dostojniej mówiąc — profesja pracownika nauki, zwłaszcza dziś, nie była zajęciem co prawda odpowiedzialnym, wymagającym wiele trudu, a- nieraz i wyrzeczeń, ale jednak zajęciem, które samo w sobie nie jest ani lepsze, ani gorsze niż inne i które wcale zawsze i wszędzie nie musi przynosić owoców indywidualnych i społecznych wspanialszych niż każda inna rozumna i twórcza praca ludzka.

INNE TENDENCJE

Tendencje inne/ mające swoje niewątpliwe racje i zasługujące na uwagę, ażeby badać dzieło ludzkie w oderwaniu od twórcy, jego dziejów i żywota, nie dają się całkowicie przeforsować, szeroko upowszechnić. Nauka, która niegdyś, ro­dząc się, laicyzowała poznanie świata zrywając z magią, sama z kolei przy­bierała i przybiera dla swych czcicieli atrybuty niemal nadzmysłowe, i choć bardzo bardzo już dawno wyjęto ją z rąk kapłanów i zrezygnowano z mi­stycznych wtajemniczeń, to w zamian narodziły się znaczące metafory o „ka­płanach nauki”, „świętości nauki”, „tajemnicach nauki”.

NAUKA ZDOBYWA ŚWIAT

„Nauka zdobywa świat”, „Nauka rządzi światem” – to tytuły,i hasła aktualne, często powtarzane, realizowane w mniejszym co prawda stopniu, niżbyśmy sobie tego życzyli i niżby to było naprawdę dobre dla naszego świata. Oni, Grecy, nie ważyli się na takie aż stwierdzenia, ale stawiali już tego rodzaju dezyderaty. Jak wiele czysto teoretycznych życzeń bywały one i naiwne, i nie uwzględniające istotnych poprawek na lepsze poznanie rzeczy­wistości. Stąd też np. platońska koncepcja idealnego państwa taką trwogą przejąć może kogoś, kto sobie wyobraża jej autentyczną realizację?. W każ­dym jednak wypadku przyznawali wiedzy, a później nauce stanowisko wy­jątkowe. Zainteresowanie nauką pociąga za sobą nieuchronnie zainteresowanie jej twórcą, tym, który naukę uprawia. Ogromna popularność w naszych czasach takich książek, jak de Kruifa Łowcy mikrobów i tyle innych, jest tylko na nowo i na inny sposób rozdmuchanym sposobem zaspokojenia cie­kawości ludzkiej, powszechnej dla tego typu heroicznego żywota.

 

NIE TRACĄC WAŻNOŚCI

Może ktoś zapytać — po co? Czy odpowiedź na tak postawione pytanie, interesująca na pewno filologa i badacza kultury antycznej, ma jakiś szerszy zasięg i znaczenie? Chyba tak. Przyznajemy się do dziedzictwa tej. kultury, rozwinęliśmy rzucone w niej zadatki idei i urządzeń, odmieniliśmy świat działając za przykładem Greków. Poszliśmy oczywiście ogromnie naprzód i chyba w żadnej już dziedzinie nie będziemy zawierzać ani ich wynikom szczegółowym, ani syntezom naukowym (choć filozofowie i matematycy nie wyrzekną się może pewnych ich osiągnięć), ale wydaje mi się – i w szkicu niniejszym podam na to pewne przykłady — że wciąż jeszcze dziedziczymy ich postawy i nastawienia: rozwinięte, udoskonalone, nie tracące jednak ważności.

RYZYKOWNE TWIERDZENIE

Zaryzykowałbym twierdzenie, że obrazy i żywoty zebrane w serię mogą być prawdziwsze niż każdy z nich z osobna, oczywiście z pewnym odnie­sieniem. Ich prawdziwość polega na wytworzeniu typu, typu w pewnym sensie wzorcowego, modelu — powiedziałbym — idealnego, gdyby nie obawa dwuznaczności. Nie możemy, nie umiemy z całkowitą pewnością, opierając się na faktach i dokumentach, powiedzieć jak żył, wyglądał, pracował ten czy inny antyczny uczony lub filozof (bo o nich nam głównie chodzi), ale na podstawie przekazów o wielu uczonych możemy orzec, jak sobie starożytność przedstawiała uczonego czy też – dokładniej – różne uczoności odmiany, bo o całkowitej jednolitości mówić oczywiście trudno.

W KTÓRYM MIEJSCU KONIEC?

W którym miejscu kończy się prawdziwy Sokrates? Tu można chyba nawet powiedzieć, że portret fizyczny mędrca zarówno ten rzeźbiony, jak i ten słowami namalowany w Platońskiej Uczcie (Symposion p. jest wierniejszy niż dwie wersje duchowe dwu uczniów – Ksenofontowa i Platońska, nie licząc reszty, legendy i anegdoty.Jaka to droga prowadzi Arystotelesa (syna lekarza ze Stagejros) — nie­strudzonego „czytacza” (anagnostes) czy też pożeracza książek w Platońskiej Akademii, sumiennego i rzeczowego badacza przyrody, doradcy władców, organizatora badań i szkoły — do postaci nadludzkiego wprost autorytetu, wyroczni scholastycznej, ale też równocześnie i do tej figury na czworakach z kapitelu starej katedry we Francji, figury, na której wierzchem jedzie piękna kurtyzana?

 

POSTACIE NAJWIĘKSZEGO FORMATU

Jeżeli są to postacie największego formatu i znaczenia w dziejach kultury, to taka „twórcza interpretacja” nie kończy się w antyku, urasta przez dalsze wieki. T\itaj pragnę powołać się na^ drugi, chyba silniejszy niż poprzedni, bodziec do napisania tego ?zkicu. Ćwierć wieku temu jako sekretarz Charisteriów dla Tadeusza Sinki poznałem umieszczony w owej księdze artykuł Stefana Oświęcimskiego, o Talesie jako ideale uczonego antycz­nego^, a lepiej może powiedzmy o postaci Talesa jako idealizacji uczonego, i jakoś to mi mocno zapadło w pamięć. Kilka łat później za radą i inicjatywą Kolegi i Przyjaciela, Waldemara Voisego, wszedłem jako filolog klasyczny także w tematykę historii nauki starożytnej, i chyba wtedy pomysł zaczął przybierać wyraźniejsze kształty. Wróćmy już do niego.

STARA ZASADA

Jakby się tu sprawdzała stara zasada odnoszona do zabytków sztuki: Qui unum vidit, nullum vidit, ąui mille vidit, unum vidit – Kto ujrzał jedno, nie widział żadnego, kto zobaczył tysiąc, zobaczył jedno.Używając w tytule słowa „portret”, nie miałem jednak na myśli portretu archeologicznego, plastycznego, tylko literacki. Starożytność pozostawiła nam równie bogatą jak tamta, jeśli nie bogatszą serię literackich portretów wy­bitnych twórców nauki i literatury, i oto zaczyna się dla nas ten sam niemal kłopot. Zupełnie wyjątkowe bywają wypadki, kiedy można bez zastrzeżeń uwierzyć portretowi przekazanemu w literąckim zapisie, kiedy można nakreślić autentyczną biografię filozofa, badacza lub poety. Dokoła nielicznych naj­częściej faktów, opowiedzianych nieraz w sprzecznych przekazach, oplata się bardzo wcześnie, czasem może już współcześnie, legenda lub plotka, najczęściej zaś obie naraz, wybitne postaci pożyczają sobie nawzajem rysów indywidualnych i szczegółów życiorysu, wypowiedzi i sądów, potężnieją w oczach uczniów i wyznawców, maleją i kurczą się w. oczach przeciwni­ków i uwłaczycieli.

StudentBlog theme is brought to you by Quasargaming.com online slot games such as Plenty on twenty, Fruits and sevens and Columbus deluxe.