PORTRET GRECKIEGO UCZONEGO

Nie zaprzeczę jednak, że pierwszy zamysł tego artykułu powstał, kiedy przeglądałem właśnie Schefolda imponujące lapidarium postaci od nieśmiałych, niezgrabnych nieraz rzeźb portretowych V w. p.n.e., tworzonych jeszcze jednak jakby z przypomnieniem rzeczywistego wyglądu ludzi, których miały przedstawiać, po zachowane najczęściej już tylko w ko­piach epoki cesarstwa rzymskiego wspaniałe „realistyczne” portrety wielkich ludzi helleńskiej kultury, niestety właśnie całkowicie „idealne” i najczęściej nie mogące już służyć jako dokument, jako wiarogodna podobizna postaci przedstawianej. Ich swoista prawdziwość zaczyna się dopiero, kiedy je brać w serii – nieprawdziwy jest portret poszczególnego filozofa czy też pisarza, prawdziwa – w innym sensie – bywa seria portretów filozofów, uczonych,pisarzy, kiedy chce oddać cechy niejednostkowe w postawie, minie, stroju, akcesoriach osób „portretowanych”

ROZWÓJ NAUKI ŚWIATOWEJ

Jak się zdaje, rozwój nauki światowej znajduje się obecnie na tym etapie, na którym produkowanie i fabrykowanie tego rodzaju le­gend zaczyna być procesem nagminnym. Jeśli tak jest istotnie, to zadanie odbrązawiania legend naukowych ujawnia się niejako działalność zmierzająca do ustalenia sprawiedliwości i słuszności, ale jako działalność zmierzająca do lepszego zorientowania się w cyrkulacji rozmaitego typu pomysłów i idei. Niektóre z nich mogą bowiem znajdować się „na rynku nauki światowej” nie ze względu na swój walor, ale dlatego, że techniki ich cyrkulacji nadały im przyspieszenie szczególne. Gdy sytuacja ta przekroczy limit dozwolo­nej tolerancji, to celowa, świadoma akcja oczyszczająca nie będzie nieuzasad­niona.

CEMENTOWANIE DANEJ SZKOŁY

Legenda naukowa wielekroć służy po to, aby cementować daną szkołę naukową. W tych przypadkach, w których szkoła głosi idee „odmieńcze”, z pozoru lub w rzeczywistości heretyckie, idee niezgodne z obowiązującymi doktrynami itd., narażona jest ona na rozmaite zakusy i zagrożenia zew­nętrzne. W celu uchronienia swojej spoistości, nadania dodatkowej godności swoim wyznawcom, stworzenia racjonalizacji pozwalającej stawić czoło roz­maitym potencjalnym i aktualnym agresjom szkoła naukowa stwarza legendę, która immunizuje ją przed wpływami obcymi. W tego rodzaju sytuacji zdarza się często, że legenda naukowa w swej treści przerasta to, co dana szkoła ma faktycznie do zaoferowania. W niektórych jednak przypadkach owa rozbieżność jest przejściowa: jej dostrzeżenie powoduje motywacje zmie­rzające do tego, aby faktyczne osiągnięcia były w stanie sprostać oczeki­waniom.

PROBLEMATYKA SZKOŁY NAUKOWEJ

Problematyka szkoły naukowej — na ogół pomijana w analizach z za­kresu socjologii nauki — zawiera wiele interesujących zagadnień. Z punktu widzenia problematyki legendy naukowej cztery problemy wydają się szczegól­nie interesujące: struktura i funkcjonowanie seminarium naukowego, efekt potęgowania oddziaływania myśli naukowej dzięki wzmocnieniu w ramach funkcjonowania szkoły, mity cementujące szkołę naukową oraz idee zaginione. Struktura i funkcjonowanie seminarium naukowego tym różni uniwersy­tety od placówek pozauniwersyteckich, iż stwarza możliwości bezustannego kontestowania powstających pomysłów, kontestowania dokonywanego bez obowiązku urzędowej lojalności.

PEŁNIEJSZA ANALIZA

Bardziej pełna analiza uwzględniałaby psychiczne rozdarcie kontynuatorów i epigonów, którzy znaj­dują się w sytuacji systematycznego dysonansu poznawczego: z jednej strony pozostają w orbicie wpływów i uznania związanego z walorem głównych odkryć danej szkoły naukowej, z drugiej zaś – zdając sobie sprawę (mniej lub bardziej wyraźnie) z własnej miernoty naukowej – przejawiają tendencję do tego, aby ów dysonans zredukować. Redukcja ta może wyrażać się w sui generis herezji czy schizmie, zdradzie lub denucjacji, czy w końcu w oszukańczym manewrze zmierzającym do przypisywania sobie rzeczywistej chwały podstawowych osiągnięć danej szkoły.

Jeśli córki wciąż nie zaprzestają ataków, matki zmuszone są położyć im kres

Odesłanie córki do jej pokoju może, choć nie musi zadziałać. Nawet jeżeli córka się podporządkuje, bardzo możliwe, że będzie kontynuowała ostrzał po drodze. Bardziej skuteczną i przynoszącą natychmiastowy efekt taktyką będzie pozostawienie jej samej. Jeżeli pójdzie za tobą do sypialni albo łazienki, spróbuj zamknąć drzwi na klucz (oczywiście delikatnie). To kilka wskazówek, jak reagować na gniew córki. Jednak w wypadku wielu matek znajomość „właściwych” słów nie sprawia automatycznie, że łatwiej znoszą ich wybuchy. Ataki nadal wytrącają je z równowagi, doprowadzają do furii i zniechęcają. Słowa, które w teorii wydają się trafne i stosowne, w ferworze dyskusji mogą się wydać absurdalne. Lub pod wpływem silnych emocji wszystkie myśli mogą najzwyczajniej w świecie wyparować ci z głowy. Najprawdopodobniej tuż po fakcie będziesz dokładnie wiedziała, co powinnaś była powiedzieć. Wszystkie te doznania są normą. Z czasem praktyka oraz wielkie pokłady cierpliwości pozwolą ci zmienić sposób komunikowania się z córką podczas jej wybuchów agresji. Dzięki przedstawionym niżej scenariuszom przyjrzysz się z bliska pewnym zachowaniom, które najmocniej frustrują matki, jak również czynnikom, które często wyzwalają złość córek. Strategie oparte na wymienionych wcześniej zasadniczych krokach zostaną opisane w większych szczegółach. W miarę dowiadywania się, co możesz zrobić, gdy córka na ciebie krzyczy, obwinia cię i oskarża, pamiętaj, że łatwiej będzie ci zacząć od jednej lub kilku z proponowanych sugestii.

BEZPIECZEŃSTWO

  • Przykład 1: Po imprezie u koleżanki twojej córki nie odwożą do domu jej rodzice, zgodnie z tym, co zostało ustalone, lecz jej starszy brat, który znany jest z prowadzenia auta po alkoholu.
  • Przykład 2: Wchodzisz do pokoju córki, by zostawić jej na biurku karteczkę z informacją, i znajdujesz wystającą z szuflady paczkę papierosów.
  • Przykład 3: Po „poznaniu” mężczyzny przez Internet córka planuje randkę z tym wirtualnym znajomym w pobliskim mieście.

Zasadność konfrontacji. Nastoletnie dziewczyny potrzebują od rodziców ustalenia jasnych wskazówek, które zagwarantują im bezpieczeństwo. Twoja córka może testować granice tego, co jest w twoim domu dopuszczalne. Choć walka może być nieprzyjemna i choć córka może zapewniać: „Wiem, co robię” oraz buntować się: „Wcale nie masz do mnie zaufania”, rozpaczliwie potrzebuje twojej konsekwencji i stanowczości, jeśli chodzi o jej bezpieczeństwo. Twoje podejście w tej sferze czasem musi być czarne albo białe; nie ma miejsca na kompromisy, gdy gra toczy się o tak wysoką stawkę. W tego rodzaju przypadkach najlepiej sprawdzają się najprostsze, najbardziej bezpośrednie komunikaty: „Nie”, „To niedopuszczalne” albo „W tym wypadku negocjacje nie wchodzą w rachubę”.

Matki powściągają nieprzyjemne uczucia

Czasem można uciec przed niepożądanymi emocjami, wyobrażając sobie udanie się na „wcześniejszą emeryturę” od wychowywania dzieci, zaszycie się na opuszczonej plaży albo wymianę córki na młodszy, bardziej urokliwy model. Być może przychodzi ci do głowy myśl o zamienieniu się na córki z inną matką, ponieważ każda z was uważa tę drugą dziewczynę za dużo milszą i łatwiejszą we współżyciu niż własna. Choć fantazjowanie nie rozwiązuje konfliktu, rozładowuje napięcie i samo w sobie nie jest szkodliwe. Budzą jednak niepokój sytuacje, w których matki uparcie tłumią negatywne emocje w nadziei wydania się osobą perfekcyjną, opanowaną i wolną od problemów. Myślisz, że mowa o tobie? Zadaj sobie pytanie, czy twoja definicja superkobiety wymaga od ciebie wiecznej pogody ducha, chęci spieszenia innym z pomocą i tolerancji dla wszystkiego, co los stawia na twojej drodze. Nawet jeśli twoje życie wydaje się idealne – kochasz swoją pracę, masz dobrych przyjaciół, jesteś zadowolona ze swego wyglądu – uda ci się jedynie zaszczepić córce przekonanie, że i ona powinna dążyć do doskonałości. Dziewczyny nie tylko uczą się stawiać sobie niebotyczne wymagania, lecz również zapamiętują, że wyrażanie negatywnych emocji jest oznaką słabości. Całkiem możliwe, że czytając o nieskutecznych metodach komunikacji, pomyślałaś sobie choć raz: „To o mnie!”. Być może uzmysłowienie sobie tego wprawiło cię w zażenowanie albo wzbudziło poczucie winy. Nie to było naszą intencją. Są to niemal powszechne zachowania, z którymi od czasu do czasu może identyfikować się prawdopodobnie każda matka i córka. Rzeczą istotną jest to, by być świadomą swoich zachowań i czynów, rozumieć ich wpływ na związek matka – córka, a następnie posłużyć się skuteczniejszymi narzędziami wzajemnego porozumiewania się.

Matki i córki często uciekają się do niewłaściwych sposobów kierowania emocjami

Mogą nie zdawać sobie sprawy z tego, co robią, być niepewne innych możliwości albo czuć się lepiej, robiąc to, co dobrze znane, bez względu na to, czy z powodzeniem, czy bez. „Taka już jestem” oraz „Zawsze tak postępowałam” to często spotykane wyjaśnienia. Dobrze jest przyznać się do własnych błędów, należy jednak mieć nadzieję, że na tym nie poprzestaniemy. Minusy powtarzania dawnych, niekonstruktywnych zachowań stanowią mocny bodziec do zmiany. Po pierwsze, utrwalasz w sobie wstyd i frustrację, które powstają, gdy interakcje międzyludzkie wciąż rozczarowują lub przygnębiają. Za każdym razem, kiedy widzisz, jak angażujesz się w takie zachowanie, twój szacunek dla samej siebie zostaje jeszcze bardziej nadszarpnięty. Po drugie, dając córce przykład, uczysz ją jałowych metod radzenia sobie z konfliktem. Po trzecie, nie wyposażasz córki w pozytywny wzorzec odpowiedzialnego wyrażania emocji. Nie tylko będzie niewłaściwie przygotowana do przepraw z tobą, ale napotka podobne trudności w innych ważnych związkach międzyludzkich w swoim życiu. Po czwarte, nieumiejętność konstruktywnego kierowania emocjami wywiera ogromny wpływ na relacje z innymi. Możesz reagować w sposób, który kłóci się z twoimi założeniami w wychowywaniu córki. Możesz bezwiednie spowodować przykrość i urazę, które z kolei będą prowokować córkę do niewłaściwych zachowań odwetowych. Z tych powodów panowanie nad własnymi emocjami i pomaganie córce w kontroli jej uczuć to kluczowe elementy pracy nad relacjami matka – córka, jeśli się postarasz, z pewnością możesz zmienić schemat. Nie, nie nastąpi to z dnia na dzień; będzie wymagało od ciebie zdecydowanego wysiłku. Potrzeba również odwagi, by spojrzeć na własne metody, przynoszące skutek odwrotny do zamierzonego (znacznie łatwiej wytknąć je córce). Poznanie własnych strategii jest pierwszym krokiem do nauczenia się skuteczniejszego działania. Czy w którymkolwiek z przedstawionych niżej opisów dostrzegasz siebie albo twoją córkę?

Na drugim biegunie znajdują się matki

Za wszelką cenę pragną uniknąć ryzyka nieprzyjemnych sytuacji i często nie potrafią wytyczyć granic, jeśli te mogłyby prowokować konflikty. Trzynastoletnia Jessica była wychowywana przez matkę, której życiowa dewiza zachęcania do zaufania i otwartości odwiodła ją od określenia norm i wskazówek. Z uwagi na ufność i wiarę matki dziewczyna miała swobodę w podejmowaniu własnych decyzji, chodzenia dokąd chciała i z kim chciała. Problem w tym, że Jessica często czuła się przytłoczona nadmiarem możliwości. Bez ustalonych zasad trudno jej było ustanowić własne granice i rozwinąć w sobie strategie wewnętrznej samokontroli. Gdy powinęła się jej noga, drażniły ją podjęte poniewczasie wychowawcze wysiłki matki. Ideałem wydaje się unikanie skrajności, niespieszne i świadome decydowanie, jakie ograniczenia są istotne – i stanowcze ich przestrzeganie. Krótko mówiąc, rozważnie wybieraj bitwy. Rozdział siódmy pomoże ci zdecydować, o które sprawy naprawdę warto walczyć.

SPECYFICZNOŚĆ STANU

Wynika to ze specyficzności tego dawnego stanu kultury, kiedy między nauką a filozofią kładziemy znak równości, a przecież i później zajmowanie się tymi dwiema sprawami bywa jedno, najwięksi zaś uczeni mają z filozofią stosunki bar­dzo intymne. Mówiąc o „uczonych greckich” użyję przykładów od Miletczyków VII- VI w. p.n.e. po epokę hellenistyczną i wieki III/II p.n.e., znamienne dla kultury greckiej pół tysiąca lat, a zrezygnuję z czasów rzymskich, przynoszących zresztą w samym Rzymie bardzo ciekawe zjawisko, jak choćby typ uczo­nego encyklopedysty i kompilatora. Z epoki późniejszej natomiast pochodzi nasza dokumentacja, dokumentacja legendy i anegdoty, nosząca wszelkie cechy starej tradycji rozbudowanej i ubarwionej tylko, oraz jedyne w swoim ro­dzaju dzieło, z którego zaczerpnąć możemy przykłady. Należy ono do rozwi­niętego gatunku biografii grecko-rzymskiej, gatunku filozoficznie dobrze już zbadanego poczynając od klasycznej książki Friedricha Leo, a jest nim najstarsza „historia filozofii” z antyku zachowana, ostatnio dostępna też w polskim przekładzie w zasłużonej serii Biblioteki Klasyków Filozofii w opracowaniu Ireny Krońskiej ze wstępem Kazimierza Leśniaka: Dioge­nes Laertios,Żywoty i poglądy słynnych filozofów.

 

KLUCZ DO POROZUMIENIA

Może klucz, jeden z kluczy do zrozumienia takiej postawy wobec ludzi uprawiających naukę da nam właśnie przyjrzenie się przeszłości naszej kultu-, ry. Może ta przebadana przez Oświęcimskiego na przykładzie postaci Talesa typowość może znaleźć dokumentację dużo szerszą, może obraz uczonego stworzony w greckich warunkach nie jest odbiciem autentyku wiernym, tylko uszlachetnionym, wynikającym z tych dziwnych potrzeb i tęsknot ludzkiej natury do tworzenia żywotów heroicznych? Czyż wierna towarzysz­ka kultury greckiej, anegdota, nie wyraża nieraz w właściwej sobie zwięzłej formie tego zespołu cech, jakie się przypisuje postawom i żywotom badaczy, często w wyśmienicie lapidarnej formie? Dotąd nie wyjaśniłem jeszcze, dlaczego w tytule szkicu jest „uczony , a jak dotąd wspominam wciąż przede wszystkim o filozofach.

ZNANE Z ANKIET

Znane ogólnie, publikowane co kilka lat wyniki ankiet socjologicznych na temat poważania poszczególnych zawodów stawiają np. profesorów uni­wersytetów na wysokich szczeblach drabiny szacunku społecznego, lecz jeden czy dwa nie dość dostojnie sformułowane tematy prac doktorskich powodują istne narodowe załamywanie rąk i falę protestów, tak jakby naukowe pozna­wanie rzeczywistości było jakieś wyjątkowe, odrębne i nadzwyczajne, jak gdyby zawód czy — dostojniej mówiąc — profesja pracownika nauki, zwłaszcza dziś, nie była zajęciem co prawda odpowiedzialnym, wymagającym wiele trudu, a- nieraz i wyrzeczeń, ale jednak zajęciem, które samo w sobie nie jest ani lepsze, ani gorsze niż inne i które wcale zawsze i wszędzie nie musi przynosić owoców indywidualnych i społecznych wspanialszych niż każda inna rozumna i twórcza praca ludzka.

INNE TENDENCJE

Tendencje inne/ mające swoje niewątpliwe racje i zasługujące na uwagę, ażeby badać dzieło ludzkie w oderwaniu od twórcy, jego dziejów i żywota, nie dają się całkowicie przeforsować, szeroko upowszechnić. Nauka, która niegdyś, ro­dząc się, laicyzowała poznanie świata zrywając z magią, sama z kolei przy­bierała i przybiera dla swych czcicieli atrybuty niemal nadzmysłowe, i choć bardzo bardzo już dawno wyjęto ją z rąk kapłanów i zrezygnowano z mi­stycznych wtajemniczeń, to w zamian narodziły się znaczące metafory o „ka­płanach nauki”, „świętości nauki”, „tajemnicach nauki”.

NAUKA ZDOBYWA ŚWIAT

„Nauka zdobywa świat”, „Nauka rządzi światem” – to tytuły,i hasła aktualne, często powtarzane, realizowane w mniejszym co prawda stopniu, niżbyśmy sobie tego życzyli i niżby to było naprawdę dobre dla naszego świata. Oni, Grecy, nie ważyli się na takie aż stwierdzenia, ale stawiali już tego rodzaju dezyderaty. Jak wiele czysto teoretycznych życzeń bywały one i naiwne, i nie uwzględniające istotnych poprawek na lepsze poznanie rzeczy­wistości. Stąd też np. platońska koncepcja idealnego państwa taką trwogą przejąć może kogoś, kto sobie wyobraża jej autentyczną realizację?. W każ­dym jednak wypadku przyznawali wiedzy, a później nauce stanowisko wy­jątkowe. Zainteresowanie nauką pociąga za sobą nieuchronnie zainteresowanie jej twórcą, tym, który naukę uprawia. Ogromna popularność w naszych czasach takich książek, jak de Kruifa Łowcy mikrobów i tyle innych, jest tylko na nowo i na inny sposób rozdmuchanym sposobem zaspokojenia cie­kawości ludzkiej, powszechnej dla tego typu heroicznego żywota.

 

NIE TRACĄC WAŻNOŚCI

Może ktoś zapytać — po co? Czy odpowiedź na tak postawione pytanie, interesująca na pewno filologa i badacza kultury antycznej, ma jakiś szerszy zasięg i znaczenie? Chyba tak. Przyznajemy się do dziedzictwa tej. kultury, rozwinęliśmy rzucone w niej zadatki idei i urządzeń, odmieniliśmy świat działając za przykładem Greków. Poszliśmy oczywiście ogromnie naprzód i chyba w żadnej już dziedzinie nie będziemy zawierzać ani ich wynikom szczegółowym, ani syntezom naukowym (choć filozofowie i matematycy nie wyrzekną się może pewnych ich osiągnięć), ale wydaje mi się – i w szkicu niniejszym podam na to pewne przykłady — że wciąż jeszcze dziedziczymy ich postawy i nastawienia: rozwinięte, udoskonalone, nie tracące jednak ważności.

RYZYKOWNE TWIERDZENIE

Zaryzykowałbym twierdzenie, że obrazy i żywoty zebrane w serię mogą być prawdziwsze niż każdy z nich z osobna, oczywiście z pewnym odnie­sieniem. Ich prawdziwość polega na wytworzeniu typu, typu w pewnym sensie wzorcowego, modelu — powiedziałbym — idealnego, gdyby nie obawa dwuznaczności. Nie możemy, nie umiemy z całkowitą pewnością, opierając się na faktach i dokumentach, powiedzieć jak żył, wyglądał, pracował ten czy inny antyczny uczony lub filozof (bo o nich nam głównie chodzi), ale na podstawie przekazów o wielu uczonych możemy orzec, jak sobie starożytność przedstawiała uczonego czy też – dokładniej – różne uczoności odmiany, bo o całkowitej jednolitości mówić oczywiście trudno.

W KTÓRYM MIEJSCU KONIEC?

W którym miejscu kończy się prawdziwy Sokrates? Tu można chyba nawet powiedzieć, że portret fizyczny mędrca zarówno ten rzeźbiony, jak i ten słowami namalowany w Platońskiej Uczcie (Symposion p. jest wierniejszy niż dwie wersje duchowe dwu uczniów – Ksenofontowa i Platońska, nie licząc reszty, legendy i anegdoty.Jaka to droga prowadzi Arystotelesa (syna lekarza ze Stagejros) — nie­strudzonego „czytacza” (anagnostes) czy też pożeracza książek w Platońskiej Akademii, sumiennego i rzeczowego badacza przyrody, doradcy władców, organizatora badań i szkoły — do postaci nadludzkiego wprost autorytetu, wyroczni scholastycznej, ale też równocześnie i do tej figury na czworakach z kapitelu starej katedry we Francji, figury, na której wierzchem jedzie piękna kurtyzana?

 

POSTACIE NAJWIĘKSZEGO FORMATU

Jeżeli są to postacie największego formatu i znaczenia w dziejach kultury, to taka „twórcza interpretacja” nie kończy się w antyku, urasta przez dalsze wieki. T\itaj pragnę powołać się na^ drugi, chyba silniejszy niż poprzedni, bodziec do napisania tego ?zkicu. Ćwierć wieku temu jako sekretarz Charisteriów dla Tadeusza Sinki poznałem umieszczony w owej księdze artykuł Stefana Oświęcimskiego, o Talesie jako ideale uczonego antycz­nego^, a lepiej może powiedzmy o postaci Talesa jako idealizacji uczonego, i jakoś to mi mocno zapadło w pamięć. Kilka łat później za radą i inicjatywą Kolegi i Przyjaciela, Waldemara Voisego, wszedłem jako filolog klasyczny także w tematykę historii nauki starożytnej, i chyba wtedy pomysł zaczął przybierać wyraźniejsze kształty. Wróćmy już do niego.

STARA ZASADA

Jakby się tu sprawdzała stara zasada odnoszona do zabytków sztuki: Qui unum vidit, nullum vidit, ąui mille vidit, unum vidit – Kto ujrzał jedno, nie widział żadnego, kto zobaczył tysiąc, zobaczył jedno.Używając w tytule słowa „portret”, nie miałem jednak na myśli portretu archeologicznego, plastycznego, tylko literacki. Starożytność pozostawiła nam równie bogatą jak tamta, jeśli nie bogatszą serię literackich portretów wy­bitnych twórców nauki i literatury, i oto zaczyna się dla nas ten sam niemal kłopot. Zupełnie wyjątkowe bywają wypadki, kiedy można bez zastrzeżeń uwierzyć portretowi przekazanemu w literąckim zapisie, kiedy można nakreślić autentyczną biografię filozofa, badacza lub poety. Dokoła nielicznych naj­częściej faktów, opowiedzianych nieraz w sprzecznych przekazach, oplata się bardzo wcześnie, czasem może już współcześnie, legenda lub plotka, najczęściej zaś obie naraz, wybitne postaci pożyczają sobie nawzajem rysów indywidualnych i szczegółów życiorysu, wypowiedzi i sądów, potężnieją w oczach uczniów i wyznawców, maleją i kurczą się w. oczach przeciwni­ków i uwłaczycieli.

StudentBlog theme is brought to you by Quasargaming.com online slot games such as Plenty on twenty, Fruits and sevens and Columbus deluxe.