ZNANE Z ANKIET

Znane ogólnie, publikowane co kilka lat wyniki ankiet socjologicznych na temat poważania poszczególnych zawodów stawiają np. profesorów uni­wersytetów na wysokich szczeblach drabiny szacunku społecznego, lecz jeden czy dwa nie dość dostojnie sformułowane tematy prac doktorskich powodują istne narodowe załamywanie rąk i falę protestów, tak jakby naukowe pozna­wanie rzeczywistości było jakieś wyjątkowe, odrębne i nadzwyczajne, jak gdyby zawód czy — dostojniej mówiąc — profesja pracownika nauki, zwłaszcza dziś, nie była zajęciem co prawda odpowiedzialnym, wymagającym wiele trudu, a- nieraz i wyrzeczeń, ale jednak zajęciem, które samo w sobie nie jest ani lepsze, ani gorsze niż inne i które wcale zawsze i wszędzie nie musi przynosić owoców indywidualnych i społecznych wspanialszych niż każda inna rozumna i twórcza praca ludzka.

INNE TENDENCJE

Tendencje inne/ mające swoje niewątpliwe racje i zasługujące na uwagę, ażeby badać dzieło ludzkie w oderwaniu od twórcy, jego dziejów i żywota, nie dają się całkowicie przeforsować, szeroko upowszechnić. Nauka, która niegdyś, ro­dząc się, laicyzowała poznanie świata zrywając z magią, sama z kolei przy­bierała i przybiera dla swych czcicieli atrybuty niemal nadzmysłowe, i choć bardzo bardzo już dawno wyjęto ją z rąk kapłanów i zrezygnowano z mi­stycznych wtajemniczeń, to w zamian narodziły się znaczące metafory o „ka­płanach nauki”, „świętości nauki”, „tajemnicach nauki”.

NAUKA ZDOBYWA ŚWIAT

„Nauka zdobywa świat”, „Nauka rządzi światem” – to tytuły,i hasła aktualne, często powtarzane, realizowane w mniejszym co prawda stopniu, niżbyśmy sobie tego życzyli i niżby to było naprawdę dobre dla naszego świata. Oni, Grecy, nie ważyli się na takie aż stwierdzenia, ale stawiali już tego rodzaju dezyderaty. Jak wiele czysto teoretycznych życzeń bywały one i naiwne, i nie uwzględniające istotnych poprawek na lepsze poznanie rzeczy­wistości. Stąd też np. platońska koncepcja idealnego państwa taką trwogą przejąć może kogoś, kto sobie wyobraża jej autentyczną realizację?. W każ­dym jednak wypadku przyznawali wiedzy, a później nauce stanowisko wy­jątkowe. Zainteresowanie nauką pociąga za sobą nieuchronnie zainteresowanie jej twórcą, tym, który naukę uprawia. Ogromna popularność w naszych czasach takich książek, jak de Kruifa Łowcy mikrobów i tyle innych, jest tylko na nowo i na inny sposób rozdmuchanym sposobem zaspokojenia cie­kawości ludzkiej, powszechnej dla tego typu heroicznego żywota.

 

NIE TRACĄC WAŻNOŚCI

Może ktoś zapytać — po co? Czy odpowiedź na tak postawione pytanie, interesująca na pewno filologa i badacza kultury antycznej, ma jakiś szerszy zasięg i znaczenie? Chyba tak. Przyznajemy się do dziedzictwa tej. kultury, rozwinęliśmy rzucone w niej zadatki idei i urządzeń, odmieniliśmy świat działając za przykładem Greków. Poszliśmy oczywiście ogromnie naprzód i chyba w żadnej już dziedzinie nie będziemy zawierzać ani ich wynikom szczegółowym, ani syntezom naukowym (choć filozofowie i matematycy nie wyrzekną się może pewnych ich osiągnięć), ale wydaje mi się – i w szkicu niniejszym podam na to pewne przykłady — że wciąż jeszcze dziedziczymy ich postawy i nastawienia: rozwinięte, udoskonalone, nie tracące jednak ważności.

RYZYKOWNE TWIERDZENIE

Zaryzykowałbym twierdzenie, że obrazy i żywoty zebrane w serię mogą być prawdziwsze niż każdy z nich z osobna, oczywiście z pewnym odnie­sieniem. Ich prawdziwość polega na wytworzeniu typu, typu w pewnym sensie wzorcowego, modelu — powiedziałbym — idealnego, gdyby nie obawa dwuznaczności. Nie możemy, nie umiemy z całkowitą pewnością, opierając się na faktach i dokumentach, powiedzieć jak żył, wyglądał, pracował ten czy inny antyczny uczony lub filozof (bo o nich nam głównie chodzi), ale na podstawie przekazów o wielu uczonych możemy orzec, jak sobie starożytność przedstawiała uczonego czy też – dokładniej – różne uczoności odmiany, bo o całkowitej jednolitości mówić oczywiście trudno.

W KTÓRYM MIEJSCU KONIEC?

W którym miejscu kończy się prawdziwy Sokrates? Tu można chyba nawet powiedzieć, że portret fizyczny mędrca zarówno ten rzeźbiony, jak i ten słowami namalowany w Platońskiej Uczcie (Symposion p. jest wierniejszy niż dwie wersje duchowe dwu uczniów – Ksenofontowa i Platońska, nie licząc reszty, legendy i anegdoty.Jaka to droga prowadzi Arystotelesa (syna lekarza ze Stagejros) — nie­strudzonego „czytacza” (anagnostes) czy też pożeracza książek w Platońskiej Akademii, sumiennego i rzeczowego badacza przyrody, doradcy władców, organizatora badań i szkoły — do postaci nadludzkiego wprost autorytetu, wyroczni scholastycznej, ale też równocześnie i do tej figury na czworakach z kapitelu starej katedry we Francji, figury, na której wierzchem jedzie piękna kurtyzana?

 

POSTACIE NAJWIĘKSZEGO FORMATU

Jeżeli są to postacie największego formatu i znaczenia w dziejach kultury, to taka „twórcza interpretacja” nie kończy się w antyku, urasta przez dalsze wieki. T\itaj pragnę powołać się na^ drugi, chyba silniejszy niż poprzedni, bodziec do napisania tego ?zkicu. Ćwierć wieku temu jako sekretarz Charisteriów dla Tadeusza Sinki poznałem umieszczony w owej księdze artykuł Stefana Oświęcimskiego, o Talesie jako ideale uczonego antycz­nego^, a lepiej może powiedzmy o postaci Talesa jako idealizacji uczonego, i jakoś to mi mocno zapadło w pamięć. Kilka łat później za radą i inicjatywą Kolegi i Przyjaciela, Waldemara Voisego, wszedłem jako filolog klasyczny także w tematykę historii nauki starożytnej, i chyba wtedy pomysł zaczął przybierać wyraźniejsze kształty. Wróćmy już do niego.

STARA ZASADA

Jakby się tu sprawdzała stara zasada odnoszona do zabytków sztuki: Qui unum vidit, nullum vidit, ąui mille vidit, unum vidit – Kto ujrzał jedno, nie widział żadnego, kto zobaczył tysiąc, zobaczył jedno.Używając w tytule słowa „portret”, nie miałem jednak na myśli portretu archeologicznego, plastycznego, tylko literacki. Starożytność pozostawiła nam równie bogatą jak tamta, jeśli nie bogatszą serię literackich portretów wy­bitnych twórców nauki i literatury, i oto zaczyna się dla nas ten sam niemal kłopot. Zupełnie wyjątkowe bywają wypadki, kiedy można bez zastrzeżeń uwierzyć portretowi przekazanemu w literąckim zapisie, kiedy można nakreślić autentyczną biografię filozofa, badacza lub poety. Dokoła nielicznych naj­częściej faktów, opowiedzianych nieraz w sprzecznych przekazach, oplata się bardzo wcześnie, czasem może już współcześnie, legenda lub plotka, najczęściej zaś obie naraz, wybitne postaci pożyczają sobie nawzajem rysów indywidualnych i szczegółów życiorysu, wypowiedzi i sądów, potężnieją w oczach uczniów i wyznawców, maleją i kurczą się w. oczach przeciwni­ków i uwłaczycieli.

PORTRET GRECKIEGO UCZONEGO

Nie zaprzeczę jednak, że pierwszy zamysł tego artykułu powstał, kiedy przeglądałem właśnie Schefolda imponujące lapidarium postaci od nieśmiałych, niezgrabnych nieraz rzeźb portretowych V w. p.n.e., tworzonych jeszcze jednak jakby z przypomnieniem rzeczywistego wyglądu ludzi, których miały przedstawiać, po zachowane najczęściej już tylko w ko­piach epoki cesarstwa rzymskiego wspaniałe „realistyczne” portrety wielkich ludzi helleńskiej kultury, niestety właśnie całkowicie „idealne” i najczęściej nie mogące już służyć jako dokument, jako wiarogodna podobizna postaci przedstawianej. Ich swoista prawdziwość zaczyna się dopiero, kiedy je brać w serii – nieprawdziwy jest portret poszczególnego filozofa czy też pisarza, prawdziwa – w innym sensie – bywa seria portretów filozofów, uczonych,pisarzy, kiedy chce oddać cechy niejednostkowe w postawie, minie, stroju, akcesoriach osób „portretowanych”

LICZBA PRAC JAKO WSKAŹNIK

Wskaźnikiem takim może okazać się liczba prac doktorskich napisanych pod kierunkiem danej osoby, o ile oczywiście doktoranci mają możność wyboru promotora; innym może być liczba ucze­stników w prowadzonych seminariach przy założeniu, że uczestnictwo w nich jest dobrowolne. Można się zastanawiać, czy o autorytecie może świadczyć liczba publikacji, stopień naukowy, przynależność do zamkniętych towarzystw naukowych, funkcje w nich pełnione, kierowanie zespołami naukowymi itd. Odpowiedzi na te pytania mogą jednak dostarczyć tylko dane empiryczne.może więc należało­by na wstępie powiedzieć, co jest naszym właściwym tematem’. Nie jestem archeologiem klasycznym i nie zamierzam mówić o portretach antycznych sensu stricto, choć taki temat byłby wdzięczny, a bywał już wielokrotnie poruszany, żeby tylko przykładowo wspomnieć u nas pracę Kazimierza Majewskiego, a za granicą duże i małe książki antycznej ikonografii literacko-naukowej Schefolda.

StudentBlog theme is brought to you by Quasargaming.com online slot games such as Plenty on twenty, Fruits and sevens and Columbus deluxe.