Oto, co powiedziała szesnastoletnia Margaret

„Mama zawsze powtarzała mi, że możemy rozmawiać o wszystkim, kiedy jednak zaczęła bez przerwy przesiadywać w moim pokoju, gdy odwiedzały mnie koleżanki, nie wiedziałam, jak dać jej do zrozumienia, że mnie to wkurza. Przez kilka tygodni milczałam, a im dłużej zwlekałam, tym trudniej mi było zdobyć się na rozmowę. Wreszcie uzmysłowiłam sobie, że zaczynam być wobec niej złośliwa i jeśli wkrótce czegoś nie powiem, zawalę sprawę na amen. No i powiedziałam. Z początku wydawała się zażenowana i wytrącona z równowagi, ale potem zaczęła zostawiać nas same. Wyszło na dobre”. Twojej córce łatwiej będzie mówić o tym, co ją trapi, jeśli przekona się, że ty, podobnie jak matka Margaret, traktujesz ją poważnie. I tym razem celem jest, by córka bez oporów potrafiła bronić siebie i swoich racji. Ćwicząc te strategie na tobie, będzie umiała stawić czoło innym, którzy ewentualnie niewłaściwie potraktują ją w przyszłości.

Nigdy nie jest za późno

Czasem córka zada sobie powyższe pytania i wciąż nie będzie umiała rozstrzygnąć, czy powinna zwrócić się do ciebie z danym problemem. Może się martwić, że jeśli nie wyrazi swych uczuć natychmiast, sposobność przepadnie raz na zawsze. Na szczęście nie działa to w ten sposób, gdy dokonujemy przemyślanych wyborów. Możesz zapewnić córkę, że rzadko obowiązują ograniczenia czasowe, kiedy można poruszyć jakiś problem z tobą – lub kimkolwiek innym. Powinna czuć swobodę wyrażania swoich zmartwień i obaw w dowolnym momencie, czy będzie to dwa tygodnie, dwa miesiące, czy dwa lata po fakcie. Najlepiej byłoby, gdyby nauczyła się rozmawiać o problemach od razu, zanim się rozrosną i zaognią. Nigdy jednak nie jest „za późno” na naprawianie szkód. Potem oczywiście trzeba dowieść prawdziwości tej zasady. Kiedy córka mówi, że uwaga, którą wygłosiłaś trzy tygodnie temu, nie daje jej spokoju, będziesz musiała powstrzymać się przed zbagatelizowaniem jej słów lub pytaniem, dlaczego tak długo zwlekała. Możesz zareagować inaczej, zajmując się problemem od ręki. Udowodnij, że zostanie potraktowana poważnie bez względu na to, kiedy zbierze się na odwagę, by porozmawiać o swoich uczuciach.

CZY SPRAWA JEST AŻ TAK ISTOTNA?

Pewne twoje słowa i czyny będą doprowadzać twoją córkę do szału („Dlaczego w kółko musisz powtarzać, że mnie kochasz? To takie żenujące!”). Jest to trudne dla matek, ale i szalenie wyczerpujące dla nastolatek, które dręczy przekonanie, że każda sytuacja może albo złamać im życie, albo otworzyć przed nimi możliwości. Czternastoletnia Jamie powiedziała: „W zeszłym miesiącu zaczęłam wrzeszczeć na mamę, bo oznajmiła, że nie mogę pojechać na biwak z chłopakami. Kiedy mi zabroniła, powiedziałam, że jej nienawidzę, bo traktuje mnie jak dziecko. Najdziwniejsze jest to, że później uświadomiłam sobie, iż bałam się trochę tego wyjazdu. Ale wcześniej wydawał się wspaniałym pomysłem”. Spróbuj wyjaśnić córce, że będzie łatwiej wam obu ustalić sprawy ważne, jeśli odrzucicie te nieistotne. Najlepszym sposobem osiągnięcia celu jest uważne zastanowienie się nad każdą sytuacją przed podjęciem działań – cenna umiejętność w kontaktach z każdym człowiekiem.

CZY ODGRYWA SIĘ NA TOBIE ZA COŚ ZUPEŁNIE NIEZWIĄZANEGO Z TWOJĄ OSOBĄ?

Jak już wspomniano, nastolatki mają skłonność do przesadnego reagowania na codzienne sytuacje, jak w operze mydlanej. Koleżanka stwierdzająca, że twoja córka ma „zbyt mocno kręcone włosy”; chłopak, który z nią zrywa, ponieważ jest „przesadnie miła”; ortodonta, który orzeka, że musi nosić aparat: lista potencjalnych czynników zapalnych jest zadziwiająca. Broń Boże, żebyś zasugerowała spojrzenie na te problemy z dystansu. Od razu stajesz się jej ulubionym kozłem ofiarnym. Alicia, matka piętnastoletniej Marie, powiedziała: „Moja córka wróciła ostatnio z sobotniej imprezy nabzdyczona. Zapytałam, co się stało, a ona odrzekła: »To głupie uczesanie, które miało według ciebie dobrze wyglądać, jest po prostu ohydne. Wyglądam jak jakiś czub. Jak mogłaś mnie tak oszukać?«. Siedziałam z szeroko rozdziawioną buzią. Teraz jednak wiem wystarczająco dużo, by rozumieć, że nie to było rzeczywistym problemem. Następnego dnia wybuchła bomba. Dziewczyna, która odwoziła Marie na imprezę, upiła się i naopowiadała wszystkim, że Marie nie jest dziewicą. Nie miałam pojęcia, że właśnie to ją gryzło”. Rzeczą nierealistyczną jest mieć nadzieję, że nastoletnia córka będzie za każdym razem rozumiała, co ją dręczy i potrafiła odpowiednio się do tego zdystansować. Prawdę mówiąc, trzeba mieć dużo szczęścia, żeby znaleźć taką, co potrafi. Nie znaczy to jednak, że powinnaś cierpieć z powodu jej uczuć za każdym razem, gdy coś ją denerwuje bądź martwi. Nie jesteś „nieczułą” ani złą matką, jeśli zapewnisz córkę, że zawsze chętnie jej wysłuchasz i porozmawiasz o wszystkim, co leży jej na sercu, lecz nie pozwolisz, by odreagowywała na tobie swoje problemy.

CZY TO POGORSZY SYTUACJĘ?

Na przykład odreagowywanie na tobie własnej frustracji, by zrzucić z siebie odpowiedzialność, będzie ją nieuchronnie dręczyć. Przypuśćmy, że zabroniłaś córce wyjazdu na wycieczkę, jeśli nie poprawi stopnia z matematyki. Ona się zgadza, ale kończy się na tym, że większość czasu przeznaczonego na naukę spędza przy telefonie. Kiedy dostaje ze sprawdzianu sromotne D i jeszcze bardziej obniża swoje oceny, jest wściekła, że nie będzie mogła pojechać. Córka powinna zadać sobie pytanie, co się stanie, jeśli będzie cię błagać o zgodę na wyjazd. Musi zdawać sobie sprawę, że sytuacja nie ulegnie zmianie (należy mieć nadzieję, że nawet nie przemknie ci przez myśl odstąpienie od swojej decyzji). W gruncie rzeczy kłócenie się z tobą w tej sprawie jedynie wykaże, że nie jest jeszcze wystarczająco dojrzała, by brać odpowiedzialność za własne czyny. Narazi się na jeszcze większą złość z twojej strony. Byłoby lepiej dla córki, gdyby skupiła się na tym, jak postąpić następnym razem, zamiast usiłować zmienić reguły gry.

Ustalanie wytycznych

Istnieje tysiąc jeden wariacji na ten temat. Twoja córka może robić problemy za każdym razem, kiedy ją zdenerwujesz, rozczarujesz albo rozzłościsz – ale może też ich nie robić. Koncentrując się na wyborze kwestii spornych, które chcesz z nią poruszyć, możesz wyjaśnić, że ty także nie lubisz częstych starć chciałabyś, żebyście wspólnie postarały się udoskonalić wasze stosunki. Być może korzystnie podziała na nią fakt, że postanowiłaś za każdym razem gruntowniej przemyśliwać sprawy, zamiast z miejsca doprowadzać do konfrontacji i że masz nadzieję, iż ona postąpi tak samo. Wówczas możesz pomóc córce opracować jej własny zbiór wskazówek, pozwalających odróżnić to, co ważne, od rzeczy mniej istotnych. Jeśli obie dołożycie starań, by zmienić swoje wzorce zachowań, życie codzienne niewątpliwie stanie się spokojniejsze. Poniżej wymieniamy wiele pytań, które może zadać sobie córka, jeśli nie jest pewna, czy angażowanie się w walkę z tobą jest dobrym pomysłem. Przekonacie się obie o przydatności tych samych kryteriów później, kiedy córka będzie się wprawiała w wyrażaniu swego niezadowolenia wobec innych.

Uczenie córki, o co warto walczyć

Jak już wspominałyśmy, jeśli wasze relacje mają maksymalnie się poprawić, córka także musi zrobić, co do niej należy. Pierwszą rzeczą, jakiej możesz ją nauczyć, jest selekcja spraw, które z tobą porusza. Zamiast nieustannego prowokowania cię i oskarżania Bóg wie co, mówienia, że jej zdaniem mylisz się w każdej najdrobniejszej nawet sprawie, tworzenia atmosfery wiecznej niezgody, może nauczyć się rozważnego wybierania kwestii, o które będzie walczyć. Twoim zadaniem jest pomóc jej znaleźć złoty środek, z którym będzie umiała bronić swego zdania, nie stając się przy tym kłótliwa. Jeśli nauczysz córkę, jak wybierać batalie, będzie potrafiła robić to samo w relacjach z innymi. Oto, co powiedziała matka trzynastolatki: „Czasem moja córka wydaje się kłócić dla samej kłótni. Na przykład w zeszłym tygodniu Julie przyszła do domu i spytała, czy może przeczytać książkę, którą zaliczono by do kategorii niedozwolonej dla młodzieży do lat siedemnastu. Wiedziała, że powiem »nie« i przygotowała cały wywód na temat swoich praw obywatelskich wolności. Byłam zbyt zmęczona, by wdawać się w dłuższą rozmowę, powiedziałam więc tylko: »Czy naprawdę musimy to robić, Julie?«. Chyba się zorientowała, że nie połknęłam przynęty, bo wzruszyła ramionami i odeszła”.

„NIE ROZUMIEM, PO CO JEJ KOLEJNE DZIURY W CIELE!”

Oto walka, przed którą wzdryga się niemal każda matka: przekłuwanie ciała. W poprzednim pokoleniu przedmiotem wielkich pertraktacji był wiek, w którym dziewczynom pozwalano na klasyczny rytuał przejścia, czyli przekłuwanie uszu i noszenie małej perełki albo kamyka przynoszącego szczęście (to znaczy jednego kolczyka w każdym uchu). Dzisiaj dylematem są małe kółeczka wpięte w brew, nos, brzuch, brodawkę piersiową albo jeszcze inne miejsce na ciele córki. Jeśli chodzi o zmiany permanentne albo związane z ryzykiem dla zdrowia, nawet najbardziej liberalne matki mogą postawić na swoim i powiedzieć „nie”. Nastolatki rzadko potrafią sobie wyobrazić, jak to będzie wejść za kilka lat na rozmowę w sprawie pracy z wytatuowaną kostką. I tutaj wkraczasz ty jako troskliwa matka. Choć tymczasowo „zrujnujesz” jej życie, być może będziesz miała to szczęście, że nadejdzie dzień, kiedy ci za to podziękuje.

„NIE OBCHODZI MNIE, CZY TE JEJ DODATKI TO CHWILOWA MODA. TAK CZY OWAK SĄ OHYDNE!”

Większość matek zgodziłaby się, że istnieje ogromna różnica pomiędzy akcesoriami permanentnymi a tymczasowymi. Jeśli córka wyjaśni, że chciałaby mieć jasne pasemka we włosach, usuwalny tatuaż albo pierścionek na palcu u nogi, możesz się zastanowić nad pójściem na kompromis. Być może nie będziesz aprobować tych pomysłów, ale pomoże ci świadomość, że bez wątpienia nowinki te znikną, zanim się obejrzysz. Jeżeli mdli cię na widok córki wędrującej do szkoły w długich kolczykach albo zmywalnym tatuażu, możesz zawrzeć z nią układ. Na przykład będziesz tolerować te dodatki jedynie podczas weekendów albo po szkole. Gdyby nalegała na tatuaż permanentny w postaci wianuszka stokrotek wokół kostki, możesz się zastanowić. Jeśli jesteś temu absolutnie przeciwna, możesz jej oznajmić, że będzie musiała z tym zaczekać, aż dorośnie i opuści dom.

„W TYM MAKIJAŻU WYGLĄDA JAK KLAUN!”

Zaczęło się od subtelnego maskowania. Musiałaś zrobić coś, by uspokoić histerię córki wywołaną pierwszym pryszczem. Ona jednak krok po kroku wprowadzała kolejne kosmetyki. Przezroczysty błyszczyk do ust nie budził zastrzeżeń, więc przymknęłaś oko. Ale czarne obwódki wokół oczu jak u szopa pracza? Nie ma mowy! Jaskrawoczerwona szminka, na widok której cię zatyka? Absolutnie nie. Ponieważ twoja córka widzi coraz więcej koleżanek z klasy eksperymentujących z makijażem, możesz być pewna, że podstęp „zrobienia” sobie twarzy czai się tuż za rogiem. Tym razem rozmowa z nią i ustalenie jasnych granic jest najlepszym sposobem postępowania. Może blyszczyk nie napotyka twojego sprzeciwu. Może zniesiesz maskowanie pryszczy i delikatny tusz do rzęs. Postaraj się znaleźć kilka kosmetyków, na które możesz się zgodzić, pomóż jej wybrać odpowiednie dla niej produkty i naucz ją prawidłowo ich używać. Możesz ją zapewnić, że jest piękna taka, jaka jest, bez makijażu. Nawet jeśli westchnie i powie: „Jasne, musisz to powiedzieć; jesteś w końcu moją matką”, poczuje ulgę, gdy rzeczywiście to usłyszy. Ale jedno ostrzeżenie: nigdy, przenigdy nie sugeruj, że córka powinna się malować, ponieważ poczuje się nieatrakcyjna.

StudentBlog theme is brought to you by Quasargaming.com online slot games such as Plenty on twenty, Fruits and sevens and Columbus deluxe.
error: Content is protected !!